Wpisy z kategorii 'Woda'

Bocja wspaniała

20 marca 2011

29Bocja wspaniała jest ryba niesamowicie rozpowszechnioną w akwariowych hodowlach. Przynależy ona do rodziny Botiidae. W naturalnych warunkach występuje na Borneo oraz na Sumatrze. Jest typowym zwierzęciem słodkowodnym, a preferuje takie zbiorniki, gdzie dno jest zamulone. Woda powinna mieć także odpowiednio wysoką temperaturę mieszczącą się w przedziale pomiędzy dwudziestoma czterema stopniami Celsjusza a dwudziestoma ośmioma. Bocja wspaniała lubi pożywienie pochodzenia zarówno roślinnego, jak i zwierzęcego – największym dla niej przysmakiem są wodne ślimaki. W środowisku naturalnym dorosłe osobniki osiągają długość ciała wynoszącą przeciętnie około trzydziestu centymetrów, natomiast w hodowlach jest to średnio o dziesięć centymetrów mniej. Porą największej aktywności tych zwierząt jest wieczór oraz noc. Jest to ryba żyjąca tylko i wyłącznie w stadach, z tego też powodu akwaria, w których jest hodowana muszą być raczej duże. Charakteryzuje się także tym, że kosztuje dość konkretne pieniądze. Bojownik syjamski jest dość często spotykany w hodowlach akwariowych. Jest to zwierzę słodkowodne należące do rodziny guramiowatych. Określane jest także mianem bojownika wspaniałego. Swoją nazwę zawdzięcza dość charakterystycznym zachowaniom, jakie można zauważyć u samców. W naturalnym środowisku bojowniki syjamskie żyją w Indiach, Tajlandii, Wietnamie, a także na Półwyspie Malajskim. W Europie pojawiły się natomiast u scynku stulecia dziewiętnastego i miało to miejsce we Francji. W warunkach naturalnych dorosłe osobniki osiągają długość ciała wynoszącą około sześciu centymetrów, natomiast w hodowlach może być to i dziesięć centymetrów. Ryby te nie nastręczają hodowcom jakiś większych problemów, chociaż uważać trzeba na samców oraz bardzo silnie wykształcony u nich instynkt terytorialny. W niektórych państwach funkcjonują nawet przepisy mówiące o tym, że nie wolno hodować bojowników jako pojedynczych egzemplarzy w małych akwariach tylko z takiego powodu, że bardzo ładnie się prezentują.

7Pytanie o los rekinów nurtuje biologów na całym świecie.Wyeliminowanie drapieżników z góry łańcucha pokarmowego odbija się również na tych najdrobniejszych, oceanicznych stworzeniach i na całym fundamencie życia raf koralowych. Nie ma w wodzie innego stworzenia, które aż tak bardzo różniło się od rekina, jakim jest delfin. Te ciepłokrwiste, oddychające powietrzem ssaki, zdolne odczuwać przyjemność z trwających cały rok godów, najwięcej cech wspólnych mają z człowiekiem. Podobnie jak my, SA inteligentne, tworzą społeczności, mają własny język komunikacji. Potrafią troszczyć się o siebie nawzajem i czerpać radość z zabawy. Wcale nie boją się zaprosić ludzi do wspólnych harców. Rekiny to ich jedyne naturalne zagrożenie. Bronią się przed nimi w grupie. Ich przewaga liczebna płoszy drapieżnika. Kolejnym morskim drapieżnikiem jest barakuda, a widok całej ławicy robi niesamowite wrażenie. Niezagrożone liczebnością zajmują poczytne miejsce wśród morskich stworzeń. Również paraflondy można dostrzec pod wodą w eleganckim tańcu godowym. Również majestatycznie przepływają żaglice. Nurkowie mają zamiar obserwować rekiny w czasie, kiedy są one najbardziej agresywne. Nurkom udaje się natrafić na grupę żarłaczy szarych, to dominujący gatunek w okolicach rafy koralowej i niezwykle waleczny, zwłaszcza o swoje terytorium. Tak tłumnie zbierają się tylko w trakcie okresu godowego. Zdają się być kompletnie niezainteresowane obecnością nurków. Ich zaloty trudno jest nazwać romantycznymi. Samiec identyfikuje samice po zapachu, śledzi ją i dopada. Wzajemne pożądanie nie istnieje, a samiec gryzie samicę, by pokazać swoją silę. Niektóre samce z zalotów przechodzą do pełnego ataku, ponieważ krew zranionej samicy wzbudziła w nim instynkt łowcy i rozpaczliwie oczekuje reakcji, atakując z coraz większą silą. Zaatakowana samica nie ma szansy przeżyć. Na tym całym zamieszaniu skorzysta całkiem inny osobnik: wielki rekin młot, największy, bo mierzący sześć metrów gatunek rekina, jedyny, który żywi się głównie płaszczkami. Śmierć jednych pozwala żyć innym, chociaż nie zrodziła potomków, ta samica umożliwiła innym przetrwanie. Jest to brutalna rzeczywistość, rządząca całym światem zwierząt, nie tylko tych, żyjących w wodzie.

Poznajmy żarlacza

16 marca 2011

9Przylądek Dobrej Nadziei to zdradziecki labirynt poszarpanych skal i maleńkich wysepek.Jego zimne wody skrywają na swoim dnie 2700 wraków. Jest to dom dla największej populacji żarłacza białego na świecie. Tysiące uchatek południowo afrykańskich prowadzą je do wąskiego kanału, zwanego Aleją Rekinów. Eksperymentowanie, poznawanie krok po kroku zachowań rekinów ludojadów znacznie wzbogaca naszą wiedzę o tych zwierzętach. Kiedy rekiny wyczują ofiarę, uderzają od dołu z ogromną silą, wyrzucając ponad powierzchnię wody. Spotkanie pod wodą z ludojadem jest niezwykle niebezpieczne. Należy zachować wszelkie środki bezpieczeństwa, by nie narazić się na ich atak. Najpierw trzeba znaleźć bezpieczne miejsce, z którego będzie można z bliska zobaczyć żarłacza. By chronić delikatną część brzuszną, rekiny te manewrują, by jakiekolwiek zagrożenie zawsze znajdowało się nad nimi. Gdy żarłacz zauważa nurków. Po spostrzeżeniu jednego osobnika, bacznie obserwuje się, czy nie nadpływają kolejne. Rekin zbliża się, by sprawdzić ofiarę i odpływa, uderzony rurką – tak reaguje na dotknięcie twardego przedmiotu, jednak nie wolno ani na chwilę spuścić go z oka. Rekini sposób na życie może wydawać się nam brutalny.Jednakże, kiedy chodzi o przetrwanie, okazał się on niezwykle skuteczny. Największe zagrożenie nie przychodzi z dna oceanów, lecz z jego brzegów. Jak na razie Rangiroa jest rajem dla rekinów, ale co będzie, jeśli nie zmienią się praktyki rybaków, pozbawione nadzoru mogą doprowadzić do polowań i sprzedaży rekinów także tu. Rekiny nie są poławiane, ponieważ nikt nie chce ich kupować, jednak, gdyby znaleziono rynek zbytu, polowano by i na nie. Istnieje przekonanie, że jeśli wytępi się rekiny z Rangiroa, konsekwencje dla rybaków będą ogromne. Jednak nie wszyscy pozostawiają rekiny w spokoju. Łowią je łowcy tuńczyków. Co roku wyławia się około czterystu tysięcy ton rekinów. Polowa z nich ginie przypadkowo, zaplątana w sieci. Coraz częściej stają się cennym łupem ze względu na płetwy, których kilogram osiąga cenę nawet dwustu dolarów. Zupa z płetwy rekina, to przysmak, a dla wielu także oznaka zamożności. Pozbawione płetwy rekiny, rzucane są powrotem do morza. Jest to rzeź na nieprzewidywalną skalę. Jaki będzie jej skutek za dwadzieścia, czy pięćdziesiąt lat, gdy miliardy martwych rekinów pozbawią ekosystem równowagi? Co roku dochodzi do siedmiu, czy ośmiu ataków żarłaczy na ludzi, gdy przez pomyłkę uznają ich za swój przysmak.Wraz z bliższym poznaniem tych zwierząt zmienia się nasze wyobrażenie powodowane strachem o tym bezwzględnym drapieżniku. Ci władcy oceanu nagle wzbudzają współczucie swoją samotnością i pewnego rodzaju bezradnością. Gdyby jednak zdecydowały się na atak – nie ma ucieczki. Wysiłki w odkrywaniu zachowań tych zwierząt nie poszły na marne. Aleją rekinów, uchatki afrykańskie, każdej zimy przybywają tu tysiącami, by płodzić i rodzić młode oraz w bogatych w pożywienie wodach obrosnąć niezbędnym tłuszczem do przetrwania zimy. To raj, zarówno dla uchatek, jak i dla żarłaczy białych. Składające się w 50% z tkanki tłuszczowej młode uchatki dostarczają rekinom niezbędnych substancji energetycznych. Choć pewnie nie wzbudza to naszej litości, żarłacz takich rozmiarów ciężko pracuje na swój posiłek. Pomimo swej siły, osiąga maksymalną prędkość zaledwie czterdziestu kilometrów na godzinę i łatwo mu uciec. Żarłacz biały pomaga utrzymać naturalną równowagę w populacji drapieżników i ich ofiar. Poluje wyłącznie na słabe oraz chore osobniki, chociaż nie zawsze skutecznie.

Bąkojad

3 lutego 2011

31Widok króla afrykańskich roślinożerców, słonia, z gromadą ptaków na grzbiecie i głowie, nie jest niczym wyjątkowym na sawannie. Bąkojady czerwonodziobe są wytrwałymi łowcami. NA skórze słonia znajduje się wiele smakowitych owadów, kleszczy i krwiopijnych komarów. Korzyść jest, więc obopólna: roślinożercy pozbywają się swoich pasożytów, natomiast ptaki mają bogate źródło pokarmu. Ponadto pełnią jeszcze jedną usługę. Ponieważ jest ich wiele, mogą dostrzec potencjalne niebezpieczeństwo. Nagły zryw bąkojadów do lotu może, więc być sygnałem dla gospodarza, że należy być ostrożnym. Z usług bąkojadów korzystają też nosorożce, bawoły, żyrafy i wiele gatunków antylop. Żółwie olbrzymie znalazły natomiast pomoc w pozbywaniu się kleszczy i owadów u jednego z gatunków zięb, które wydziobują z ich skory pasożyty. Żółw przybiera specjalną pozycję i udostępnia miejsca, w których znajduje się najwięcej owadów. Podczas zabiegu zastyga w całkowitym bezruchu. Komar widliszek jest znany z tego, że przy ukłuciu może przenieść do naszej krwi pierwotniaki – zarodźce. To one są powodem wyludniającej niegdyś całe wioski choroby zwanej malarią lub zimnicą. W rozwoju zarodźca, człowiek jest tylko żywicielem pośrednim, natomiast komar jest żywicielem ostatecznym i to w jego ślinach dojrzewają gotowe do zarażenia kolejne pokolenia pierwotniaków. Po wniknięciu do krwi człowieka zarodźce najpierw sadowią się w wątrobie, wątrobie później przedostają do krwinek czerwonych, gdzie przebiega ich dalszy rozwój i rozmnażanie. Pasożyty po kilku dniach opuszczają krwinki, równocześnie je niszcząc. Ponieważ pierwotniaki wnikają do kolejnych komórek napady malarii są regularne. Walka z malarią jest trudna i polega głównie na wyeliminowaniu komarów przenoszących chorobę. Od 1968 roku Polska została uznana za kraj wolny od malarii. Walka z tą chorobą była u nas o tyle łatwiejsza, że pierwotniak potrzebuje do rozwoju temperatury powyżej 16 stopni Celsjusza.